.

GRY

sobota, 6 lutego 2016

Rozdział 27

Emily


W nocy obudziły mnie jakieś strzały. Przestraszona zaczęłam budzić Nathana.
-Nathan, obudź się
-Co się stało? - zapytał, po czym rozbrzmiał dźwięk strzałów
Brunet od razu rozbudził się i rozkazał mi iść do łazienki, jednak pierwsze ją sprawdził czy kogoś tam nie ma. Sam ubrał się i wyjął broń z kurtki.
-Nie ruszaj się stąd, zamknij się na klucz, w razie czego masz tutaj pistolet, jeżeli ktoś Cię napadnie to celuj w ramię, ja idę po twoich rodziców i wracam - powiedział po czym przeszukał szybko cały pokój w razie czego i wyszedł, a ja zamknęłam drzwi na sto spustów i zamknęłam się w łazience.
Byłam cholernie przestraszona, w głowie miałam sto scenariuszy. Najbardziej bałam się o rodziców, modliłam się, żeby się im nic nie stało. Nathan jest można powiedzieć zawodowcem w tym co robi, ale chwila nie uwagi i może być po nim. Stanęłam w kącie, zasłoniłam roletę i czekałam z bronią w ręku. Nigdy wcześniej nie używałam jej, ale jeżeli będzie taka konieczność, zrobię to. Bałam się cholernie. W każdej chwili mogło mi się coś stać albo im. Moje ręce drżały niesamowicie. Nie, nie mogę tak tu stać kiedy im może się coś dziać. Nie, nie, nie, nie mogę. Wzięłam głęboki oddech i przekręciłam klucz od łazienki, jednak usłyszałam strzał. Sama nie wierzę, ale odbezpieczyłam broń i wyszłam. Okej, w pokoju nikogo nie ma. Teraz poza nim. Nagle ktoś zaczął pukać.
-Ems, to ja, Nathan - wyszeptał
Bez wahania przekręciłam klucz i wpuściłam go do środka.
-I co? - zapytałam
-Nic, kompletnie nic. To nie w hotelu. Przynajmniej nie na tym piętrze.
-A rodzice?
-Akurat spotkałem Willa po drodze, on też od razu chciał biec do nas, przepatrzyliśmy całe piętro i ani śladu po jakiejkolwiek bijatyce czy coś ale
-Ale?
-Muszę podpiąć się do kamer i wtedy będę pewny
-To na co czekasz?
-Aż taka odważna jesteś? - zapytał  uśmiechnięty wskazując na moją rękę, przez chwilę nie wiedziałam co odpowiedzieć
-Na wszelki wypadek - palnęłam
Nathan wyjął malutkiego laptopa i zaczął wstukiwać jakieś długie kody. Po kilku minutach miałam przed oczami cały monitoring hotelu. Parter i wszystkie inne piętra były puste. Zostały tylko podziemia, czyli garaże. Na początku nic nie zobaczyliśmy, jednak miałam wrażenie, że na ostatniej z kamer coś dojrzałam
-Wróć - nakazałam po czym pokazał mi widok jednej z kamer - patrz się tutaj - wskazałam
-Co to do cholery jest? - przypatrywał się
-Najwyraźniej ktoś zna dobrze ten budynek, bo przechodzi prawie niewidzialny pod kamerami
-Ale po co? - powiedział do siebie ciszej, wstukując coś
-Sprawdź kamerę dalej
-Nooo proszę, mamy naszych gangsterów! - przybliżył, jednak był spokojny, za co go trochę podziwiam
Na monitorze dojrzałam dwóch, dosyć młodych chłopaków, tak gdzieś w moim wieku. Przemykali się między autami, starając się być niezauważalni
-Pewnie go szukają - powiedziałam
-Niekoniecznie - stwierdził - równie dobrze mogą być z nim i tylko zabezpieczać teren
-Skąd wiesz?
-Bo sam tak nie raz robiłem - zaśmiał się
-Patrz, coś kombinują - wskazałam
-Tu was chuje mam, walky - talky się sprawiło - powiedział zgryźliwie po czym dodał do ekranu drugi widok na tamtego kolesia
-O cholera - powiedział
-Co?
-Bomba.
Jak usłyszałam co on właśnie powiedział, zrobiło mi się ciepło i słabo.
-Jak to bomba? Ale że w środku nocy?
-Bo tak jest najłatwiej, tylko zastanawia mnie gdzie jest ochrona - powiedział zamyślony
-Myślisz, że ich zabili?
-Nie, myślę, że ochrona śpi w najlepsze od strzałek usypiających
-Co? - oderwałam się i popatrzyłam na ekran, na którym było widać jak dwaj mężczyźni, którzy pilnują parkingów, śpią na siedząco a obok nich leżą jakieś malutkie strzałeczki
-Ubierz coś na siebie - powiedział
-Po co?
-Bo idziesz do swojej mamy.

****

-Dobra, my idziemy, wy tu zostajecie, nikomu za cholerę nie otwieracie i nie krzyczycie, tu macie laptop, śledzicie nas wszędzie i pilnujecie nam terenu, Emily już wiesz jak przełączać obraz, kiedy zauważycie coś podejrzanego od razu mi mówicie, ja będę miał z Willem słuchawki Bluetooth i będziemy was słyszeć, informujcie nas gdzie są te gnojki i nie wiadomo czy nie jest ich więcej, dlatego radzę dobrze patrzeć na obraz - powiedział Nathan przy okazji napełniając kurtkę jakimś rzeczami, o które się wolę nawet nie pytać
-Okej, a potem co? Rano was dorwą bo będą mieć wszystko na kamerach
-Nie będą, widok jest tylko wasz, a oni mają sprzed kilku dni na swoich kamerach, tym sposobem o niczym się nie dowiedzą, bo to co teraz się dzieje jest tylko dostępne dla nas, a o strzałach wiedzą jako ćwiczenia grupy wojskowej więc wyluzujcie, tu macie pistolety jakby coś - położył na stolik
-Co zamierzacie zrobić? - zapytała mama
-Zobaczycie, teraz nie ma czasu, jeszcze jakieś pytania? - zapytał tato
-Nie - powiedziałam cicho
-Wródźcie cali, proszę was - powiedziała błagalnie rodzicielka
-Nie takie akcje się robiło - Sykes zaczął się śmiać aż nagle rozbrzmiał kolejny strzał - co oni tak kurwa strzelają? Dobra, idziemy - dodał po czym znikli w drzwiach, które następnie strzelnie zamknęłam. Przestraszona zerknęłam na mamę, która nie była zadowolona z tej sytuacji. Wiem, że na zewnątrz udaje twardzielkę, ale w środku panikuje równie jak ja.
-Mamo, boję się - powiedziałam patrząc jej prosto w oczy - ta sytuacja mnie wykańcza, już nie wiem czego się spodziewać
-Wiem Emily, wiem, ja też mam dosyć tego uciekania, oni muszą w końcu zacząć działać, a musimy się nauczyć z tym żyć, pamiętaj, że Cię bardzo kocham - mocno zamknęła mnie w uścisku
-Dobra, pora zacząć działać.


Nathan

-Will, tutaj - pokazałem na drzwi ewakuacyjne i jednym kopnięciem je otworzyłem 
-Nie lepiej było się mnie zapytać, czy tak kogoś nie ma? - zapytała zbulwersowała Em
-A jest ktoś?
-Nie.
Zbiegliśmy szyko po schodach, sprawdzając czy ktoś za nami nie idzie. Nie wiem,  po co ta cała akcja tych gnojków, ale prędzej czy później się dowiem.
- Pobiegli w stronę wejścia głównego, ale nie weszli, są za autami, czarny Volkswagen i czerwony Seat - informowała na bieżąco
-A ten drugi?
-Tam gdzie był, ale pośpieszcie się, wygląda na to że kończy 
-Cholera - popatrzyłem się niepewnie na Willa - To jak? Ja biorę tego od bomby, a ty bajerujesz  tamtych?
-Trafiłeś idealnie, zabij tego skurwysyna a ja zajmę tamtych - rozdzieliliśmy się, każdy pobiegł do swojego
-Jennifer, ty masz Willa i pilnujesz jego terenu, Ems, chyba się domyślasz co masz robić - mówiłem do słuchawki, chociaż sam nie wiedziałem jaki mam plan, zostało mi to co zawsze, improwizacja.
-Niestety.
Wyszedłem cichaczem z korytarzy, ukryłem się za skupem  i właściwie nikogo nigdzie nie widziałem. Wydawało się że w pobliżu nie było żadnej żywej duszy. Jednak usłyszałem szper dochodzący z nie daleka. Ostrożnie wychyliłem głowę i wiedziałem już wszystko. Mężczyzna właśnie skończył przypinać bombę. Na moją korzyść, zaczął cofać się w moim kierunku, co jednoznacznie uprościło mi robotę. Czekałem aż zbliży się wystarczająco i zaatakowałem. Przyłożyłem mu rękę do ust, żeby nie dał czasem znaków innym i położyłem go na ziemię. Wyrwałem mu broń z ręki i odruchowo uderzyłem go pięścią w brzuch.
-Widać, że amator - uśmiechnąłem się - Oj, nie możesz odpowiedzieć, cóż za pech, a teraz będę miły i dam Ci pospać  - wyjąłem z ręki strzykawki i całą zawartą w niej substancje wstrzyknąłem  mu ją do żył - No, na kilka godzin mam Cię z głowy
Zostawiłem jego ciało za autem i pobiegłem do naszego materiału wybuchowego. Proszę, bomba zegarowa, znowu się spotykamy. Wyświetlacz pokazywał, że zostało mi 20 minut. Niezwłocznie i ostrożnie zająłem się nią. Nie jest to łatwe, bo jeden ruch i po nas. Musiałem dokładnie przyjrzeć się kombinacji i rozszyfrować kabelki, czy czasem nie zachciało im się kolorów kabelków pozmieniać.
-Emily, radzę Ci nie oślepnąć bo wolałbym być tu teraz sam, a nie z jakąś obsadą
-Rusz się, a nie dyskutuj, tata już długo nie wyciągnie tam, pośpiesz się
-Dobra, kończę.
Nie miałem pewności, że dobrze to zrobię, ale lubię ryzykować. Jednym ruchem odpiąłem jeden kabelek. Cisza. Wyświetlacz co ciekawe pokazuje teraz 5 minut. Brawo Sykes. Przeanalizowałem jeszcze raz całe urządzenie i to musi być ten. Niebieski mały kabel. Od niego zależy wszytsko. Wyrwałem go od mechanizmu. Cisza. Niepewnie spojrzałem na licznik.
-I? - zapytała Em
-Nic, rozbroiłem.
-Takk - odetchnęła
-Chyba nie sądzisz, że to koniec zabawy - powiedziałem i wiedziałem doskonale, że wie o czym mówię, jednak rozbawiło mnie jej przerażenie, chyba nie sądziła, że tak zostawię jej ojca
-Uważaj, proszę.
-I ty mi w tym pomożesz, sprawdź szybko czy tylko oni zosatali i jak wygląda sytuacja
Wyjąłem z kieszeni telefon i zadzwoniłem po kogo trzeba, tych gnojków nie można zostawić na wolności, nawet jeżeli by trafili to więzienia, to z niego szybko wyjdą, bo dowodów nie mają i są młodzi,  więc po wyjściu byłoby gorzej. Znam tylko jednego gościa w pobliżu który kocha taką robotę. Ashton.
-Nath, tata już długo nie wytrzyma, proszę idź tam - prosiła
-Już idę, gdzie są?
-Koło C7, ale bądź ostrożny, możesz zajść ich od tyłu... -przerwałem
-Już ich widzę i nie panikuj, ja wiem co zrobię
-Nath! - pisnęła do słuchawki
-Co?
-Oni mu przyłożyli pistolet do skroni
Schowałem się za ścianą, Will na szczęście mnie zauważył i wiedział co robić, przez moment przysłuchiwałem się ich rozmowie
-To co staruszku, powiesz z kim jesteś?
-Sam.
-Nie kłam!
-Przyszedłem tylko po coś do auta, panowie spokojnie, możemy to normalnie załatwić - Will próbował się cofnąć, lecz koleś mocniej przyłożył broń do jego głowy
-Mówisz albo giniesz!
-Nie tak prędko - powiedziałem po czym obaj obrócili się w moją stronę. Jeden z nich był przy Willu i on wykorzystując nieuwagę gówniarza przekręcił jego rękę w inną stronę, przez co strzelił swojemu koledze w nogę. Oczywiście udawał twardziela i stał równo na nogach, podeszłem go od tyłu i mimowolnie opuściłem go na ziemię jednym strzełem usypiającym, przecież nie chcemy śladów krwi. Tata Em szybko zareagował i wybił swojemu przeciwnikowi broń z ręki i zaczął ostrą walkę. Chętnie bym popatrzył, ale to nie najlepszy moment. Jednym ruchem położyliśmy go na ziemię i uniemożliwiliśmy jakikolwiek manewr.
-Nathan! Ktoś jedzie! - krzyczała do słuchawki
-Czarne BMW?
-Chyba tak.

-Nooo siema Sykes! - Irwin  wyszedł zadowolony z samochodu
-Tutaj jest jeden - wskazałem - drugi jest przy drzwiach a z tym poczekamy chwilę
-Widzę, że w konkrety idziesz, zaraz zapakujemy  naszych kolegów.

****
Gray został w hotelu, przyda mu się mały opatrunek. Trochę chyba zapomniał jak się bić... Weszliśmy do starego, opuszczonego budynku na co wskazywał obdarty tynk i wybite szyby. Wybiliśmy drzwi i przywiązaliśmy naszych kolegów do krzeseł. Kiedy w końcu obudzili się, stanąłem prosto i uśmiechnąłem się do nich, wyraźnie pokazując nasze zamiary
-Michael, kurwa gdzie ty durniu jesteś - Ashton oczywiście krążył w kółko i co po chwila przeklinał przyjaciela, nie zauważając kompletnie, że tamci się obudzili
-Nie przesadzaj, te gnojki nam nic nie zrobią, a Clifford zaraz będzie, 10 minut temu napisał mi, że był głodny i stanął na McDonaldzie, ale jedzie
-Czemu mi nie powiedziałeś?
-Lubię patrzeć jak kogoś coś denerwuje, a głód kolorowo włosego to chyba normalne
-Czyli nie zdąży na początek - Irwin podszedł bliżej lekko ogłoszonych kolesi i zmierzył ich wzrokiem
-Patrz kto się zjawił - w oknach można było dostrzec czerwone włosy przyjaciela z którymi właśnie kierował się w naszą stronę
-Nooo w końcu! - brunet wymownie spojrzał na chłopaka - a gdzie dla mnie?
-Nie mówiłeś że chciałeś.
-Nie mówiłeś, że będziesz jadł na Macku.
-Dobra, chłopaki koniec tej dziecinady, mamy inną robotę.
-No, tak zapomniałbym - Ashton oparł się o ramię krzesła jednego z chłopaków - to co? Powiecie po co to wszystko?
-Po co? Żebyś nas potem wsypał psom? - syknął jeden z nich na co wszyscy głośno się zaśmialiśmy
-Chyba nie sądzicie, że jesteśmy z jakiejś pomocy policji - nie mogłem powstrzymać śmiechu
-To skąd jesteście?
-Nie stąd, ale radzę nie zmieniać tematu, bo nie po to tu jesteście.
-Nic nie powiemy!
-Nie byłbym taki pewien.
-Widocznie masz problem.
-Ja bym się na twoim miejscu moimi problemami nie przejmował.
-Idioci mnie nie interesują. - młody wiedział jak sprowokować Irwina, bo od razu dostał w brzuch
-To jak? Dalej masz zamiar nic nie mówić?
-Żebyś wiedział!
-To wiedz, że śmierć będzie długa i bolesna.

_________________________________________
Cześć wam! Tak, zgadza się, robimy z Nathana potwora, ale zobaczycie sami, że nie jest tak źle :) Śmierć i zemsta to słowa które będą teraz bliskie. Tak, tak, dopiero 27 rozdział, a mówimy wam, żebyście się szykowali na śmierć jednej z osób :) 

Jest jedną sprawa, nam zależy na blogu i na tym, żebyście jak najczęściej dostawali jak najlepsze rozdziały, pod niektórymi jest nawet 700 wyświetleń za co bardzo dziękujemy!  Ale :) mamy wrażenie, że w ogóle wam nie zależy, nie mówię o jakiś wielkich fanach czy coś, ale nie komentujecie praktycznie w ogóle, co bardzo nas nurtuje :/ A wasza opinia jest bardzo ważna! Pokażcie, że czytacie to ff, że chcecie dalej czytać i dajcie nam motywację do dalszej pracy, dla was to sekunda a dla nas jest to bezcenne :)



5 komentarzy: